Wypadki zdarzają się nawet najlepszym kierowcom. Ale w transporcie często to nie stłuczka jest największym problemem – tylko późniejsze rozliczenia z ubezpieczycielem. Gdy ciężarówka jest w leasingu, każdy błąd w wycenie szkody może oznaczać dziesiątki tysięcy realnych strat, mimo że kierowca nie zawinił w niczym.
Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się firma transportowa, która trafiła do naszej kancelarii. Szkoda w pojeździe po poważnym zdarzeniu drogowym została zakwalifikowana jako szkoda całkowita. Ubezpieczyciel sprawcy oszacował wartość pozostałości pojazdu na 75 000 zł i o tę kwotę zmniejszył wypłatę odszkodowania.
Problem? Na rynku nikt nie chciał zapłacić nawet zbliżonej ceny za wrak pojazdu. Realne, możliwe do uzyskania oferty oscylowały w okolicach 30 000 zł. Różnica – 45 000 zł – miała zostać po stronie naszego Klienta.
Jak powiedział nam właściciel firmy:
„Wypadek to w transporcie ryzyko wpisane w pracę. Ale nie spodziewałem się, że największy problem nie będzie na drodze, tylko na biurku u likwidatora szkód.” Klient, przed podjęciem działań
Co było istotą sporu?
Pytanie było proste, choć miało ogromne konsekwencje:
Czy ubezpieczyciel może pomniejszyć odszkodowanie o wartość wraku, której nikt realnie nie zapłaci?
Branżowa praktyka jest jasna – nie może.
Wartość pozostałości musi wynikać z realnych transakcji, a nie z tabel, algorytmów czy wewnętrznych estymacji. Tymczasem:
- nie było ani jednej oferty zakupu na 75 000 zł,
- ubezpieczyciel nie przedstawił nowej, wiążącej propozycji,
- realna cena rynkowa wynosiła ok. 30 000 zł.
To oznaczało jedno: odszkodowanie zostało zaniżone kosztem poszkodowanego.
Co zrobiliśmy?
Po przejęciu sprawy:
Najpierw przeanalizowaliśmy całą dokumentację szkody – decyzję ubezpieczyciela, raport rzeczoznawcy, korespondencję z leasingiem i oferty sprzedaży pozostałości. Następnie przygotowaliśmy stanowisko prawne, w którym jasno pokazaliśmy, że wycena wraku musi opierać się na faktycznie możliwej do uzyskania cenie sprzedaży, a nie na oczekiwaniach likwidatora.
Odwołaliśmy się do przepisów i orzecznictwa, a także wskazaliśmy, że obecna wycena prowadzi do tzw. szkody wtórnej – czyli do nieuzasadnionego zubożenia poszkodowanego.
Rozpoczęliśmy negocjacje. Po kilku tygodniach intensywnej wymiany pism ubezpieczyciel zmienił stanowisko.
Jak powiedział jeden z naszych prawników, który prowadził sprawę:
„Różnica między teorią i praktyką jest prosta: albo ktoś naprawdę zapłaci 75 tysięcy za wrak – albo ta kwota musi zostać zweryfikowana. Tu nie było żadnych wątpliwości.” – Radca prawny prowadzący sprawę Maurycy Kieruj
Efekt
Ubezpieczyciel skorygował wycenę i przyjął realną wartość pozostałości 30 000 zł. Klient otrzymał dopłatę 45 000 zł, dzięki czemu szkoda mogła zostać rozliczona bez strat finansowych, a leasing zamknięty w normalnym trybie.
„Finalnie wyszliśmy z tego bez straty. Szczerze – samodzielnie nie mielibyśmy na to szans.” – Klient po rozstrzygnięciu
Co pokazuje ta sprawa?
To jedna z najczęstszych pułapek w rozliczaniu szkód całkowitych – szczególnie w firmach transportowych pracujących na leasingach. Wysoka, „teoretyczna” wartość wraku może w pozycji tabelki wyglądać dobrze – ale w praktyce oznacza realną stratę.
Dlatego najważniejsze jest:
- nie akceptować decyzji „z automatu”,
- zweryfikować rynek i możliwe oferty,
- reagować szybko, zanim decyzja stanie się ostateczna.
Bo w wielu przypadkach – tak jak tutaj – właściwe działania potrafią zmienić wynik o dziesiątki tysięcy złotych.
Artykuł ma charakter informacyjny i przedstawia stan prawny na dzień publikacji lub ostatniej aktualizacji. Nie stanowi porady prawnej – w swojej sprawie skonsultuj się z prawnikiem.